Lubelska Wojewódzka Komenda Ochotniczych Hufców Pracy krytykuje raport Najwyższej Izby Kontroli. Wszystko z powodu danych, które podała NIK. Kontrolerzy stwierdzili, że co drugi podopieczny lubelskich OHP nie pracuje i nie kontynuuje nauki. Hufce przedstawiają diametralnie odmienne dane.

Dane przedstawione przez Najwyższą Izbę Kontroli są dla lubelskich Ochotniczych Hufców Pracy miażdżące. Wynika z nich, że co druga osoba, która zetknęła się z OHP, nie pracuje i nie podjęła dalszej nauki. Prezes Izby uznał, że hufce nie przykładały się należycie do zapewnienia młodym ludziom stabilnego zajęcia.

Z taką oceną nie zgadza się szefostwo lubelskiej komendy. Zwłaszcza, że prezentowane przez lubelskie hufce dane różnią się diametralnie od zaprezentowanych w raporcie. Przede wszystkim co do liczby tych, których szkolenie zaowocowało znalezieniem pracy albo kontynuowaniem nauki. Wersja OHP brzmi: w 2016 roku co czwarty podopieczny nie posiadał zatrudnienia ani nie kontynuował nauki a rok temu co piąty. Czyli odpowiednio 25 proc. i 20 proc.

Hufce mają żal do NIK tym bardziej, że na tle jej raportu województwo lubelskie na tle wszystkich innych wypada najgorzej. Kontrolerzy wyliczyli, że w niechlubnej czołówce znalazło się województwo wielkopolskie z odsetkiem 47 proc. bezrobotnych i lubuskie - 41 proc.

Dlatego OHP poddaje w wątpliwość dane prezentowane przez NIK. Tymi rozbieżnościami ma się zająć komenda główna OHP.