Jaskra jest trudna do zdiagnozowania, jeszcze trudniejsza do leczenia. Choroby nie można cofnąć, można jedynie ją zatrzymać, ale czasem i na to bywa za późno. Rozpoczynający się „Światowy tydzień jaskry” - to okazja, by odwiedzić okulistę i spojrzeć prawdzie w oczy. W zeszłym roku do lubelskiej kliniki okulistycznej z powodu jaskry trafiło około tysiąca pacjentów. Drugie tyle swojej choroby nawet nie dostrzega.

Edward Żuławski z jaskrą zmaga się od 2012 r. Do tej pory miał siedem zabiegów. Ten na który właśnie się zgłosił będzie ósmy. Choroba postępowała z dnia na dzień.

Jaskra to podstępny - początkowo niewidoczny dla chorego przeciwnik. Przez lata nie daje objawów. W końcu atakuje i bywa, że to starcie kończy się utratą wzroku. Żeby zatrzymać jaskrę najpierw trzeba w porę dostrzec zagrożenie. Przyczyny choroby nie są do końca znane, wiadomo, że nadmierny wzrost ciśnienia wewnątrz gałki ocznej uszkadza nerwy wzrokowe. Ryzyko rośnie z wiekiem.

Dlatego lekarze zalecają profilaktyczne badania u okulisty. Po trzydziestym roku życia warto je robić co dwa lata, po czterdziestym - co roku. Szybkie wykrycie choroby pozwala zahamować jej rozwój.

Na jaskrę cierpi 700 tysięcy Polaków, ale połowa z nich nawet o tym nie wie. W tym tygodniu w Lublinie i Puławach 3 placówki okulistyczne prowadzą bezpłatne badania wykrywania jaskry. Finansuje je Polskie Towarzystwo Okulistyczne. Warto skorzystać.