Przepełnione korytarze, wielogodzinne kolejki i podróże między punktami medycznymi - tak wyglądała świąteczna zdrowotna rzeczywistość w regionie. Pacjentów poszukujących pomocy u lekarzy było tak wielu, że sami medycy przyznają, że takich kolejek się nie spodziewali.

Szpitalna przychodnia specjalistyczna w Świdniku, godz. 11:00. Ten tłum najlepiej obrazuje skalę problemu. Choć pacjenci przyznają, że o tej porze i tak było nieźle, bo przynajmniej mogli znaleźć miejsce siedzące. Wczesnym rankiem było to niemożliwe. Nikt tu nie trafia z przypadku - mówią przepracowani lekarze.

W szpitalu przy ul. Abramowickiej w Lublinie: do dwóch lekarzy i pielęgniarki czekały tłumy. Część specjalnie przyjechała do tej placówki, bo w innych było jeszcze gorzej. Lekarze przyznają, że takiego oblężenia dawno nie widzieli. Tak było w całym regionie. Pacjenci z Bychawy jeździli do Lublina, z Łęcznej - do Świdnika. Może właśnie dlatego w Łęcznej kolejki były najmniejsze.

Reforma nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej weszła w życie w październiku. W założeniu ma odciążyć szpitalne oddziały ratunkowe i wyprowadzić z nich tych pacjentów, którym życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Dzięki temu lekarze na SOR-ach mogą się skupić na poważnych przypadkach.

W województwie lubelskim działa 30 punktów świadczących tego typu opiekę - 3 w Lublinie, po 2 w Zamościu i Białej Podlaskiej, po jednym we wszystkich miastach powiatowych, a także w Międzyrzecu Podlaskim, Wojcieszkowie, Stoczku Łukowskim, Bychawie i Bełżycach. Jutro, w dzień pracujący, sytuacja powinna wrócić już do normy.