Branża mleczna w regionie ma się coraz lepiej. Po kryzysie spowodowanym uwolnieniem kwot mlecznych rynek zaczyna odżywać. Coraz więcej hodowców decyduje się na powiększenie stad. O kondycji lubelskich hodowli dyskutowano w trakcie Narodowego Dnia Mlecznej Farmy zorganizowanego w Andrzejowie-Osadzie.

Przed dwoma laty, po uwolnieniu tak zwanych kwot mlecznych czyli wprowadzeniu zasad wolnego rynku - branża stanęła w obliczu kryzysu. Mniejszym hodowcom produkcja przestała się opłacać, a więksi zaczęli ograniczać liczebność stad. Teraz sytuacja się odwróciła - popyt na produkty mleczne wzrósł, a hodowcy zaczęli kupować więcej zwierząt. O tym, że rynek drgnął - mówią sami hodowcy, choć podkreślają, że cena nie jest jeszcze zadowalająca.

Przez ostatnie lata branża mleczarska przeszła głębokie zmiany. To widać w liczbach. Na przykład do krasnostawskiej spółdzielni, jeszcze 15 lat temu, dziennie mleko dostarczało siedemnaście tysięcy rolników, teraz tysiąc stu. To światowy trend. Podobnie jak zwiększenie ilości uzyskiwanego mleka, co może sprawić, że polskie mleczarstwo będzie bardziej konkurencyjne. O tym jak to zrobić, dyskutowano w trakcie pierwszego Narodowego Dnia Mlecznej Fermy. To spotkanie producentów mleka, z przedstawicielami spółdzielni mleczarskich oraz producentami pasz. To właśnie dzięki odpowiedniemu pożywieniu hodowcy są w stanie zwiększyć ilość pozyskiwanego mleka. Jednym z wiodących tematów w trakcie spotkania była współpraca i stworzenie dużej lubelskiej i konkurencyjnej produkcji.

Według danych GUS średnia cena mleka w kraju dla dostawców wynosi w granicach złotówki i trzydziestu jeden groszy. Dla klientów od dwóch do trzech złotych. W ciągu ostatnich miesięcy podrożało masło, którego cena za 200 gramów przekracza siedem złotych co spowodowane jest wzrostem zapotrzebowania na ten produkt nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.