Piłkarze Górnika Łęczna zremisowali w Poznaniu z Lechem 0:0 w meczu 26. kolejki Lotto Ekstraklasy.

Lech stracił szansę na objęcie fotela lidera i nieoczekiwanie na własnym stadionie, w obecności ponad 40 tysięcy kibiców, zremisował z ostatnim w tabeli Górnikiem. Ostatni zespół w tabeli przerwał passę "Kolejorza" pięciu ligowych zwycięstw z rzędu.

W Poznaniu wielkie święto - Lech w niedzielę obchodził 95. urodziny, dlatego mecz miał efektowną oprawę. Bilety na to spotkanie zostały wyprzedane już kilka dni wcześniej, a na trybunach zasiadło m.in. 16 tysięcy dzieci i młodzieży, którzy w zorganizowanych grupach byli wpuszczani za darmo. Jubileusz klubu plus świetne ostatnio wyniki sprawiły, że na stadionie został ustanowiony rekord frekwencji sezonu 2016/17 - 40 324 widzów.

Swój jubileusz miał też pomocnik Łukasz Trałka, który po raz 300. wystąpił w ekstraklasie. Z tej okazji otrzymał pamiątkową koszulkę.

Liczna publiczność oczekiwała od poznańskich piłkarzy ataków od pierwszych minut, a tymczasem na początku meczu to goście byli aktywniejsi w ofensywie. Po główce Batosza Śpiączki piłka wylądowała na poprzeczce.

Potem do głosu doszli lechici, znakomitą akcję przeprowadził Szymon Pawłowski, który idealnie do grał do Radosława Majewskiego. Pomocnik "Kolejorza" nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Sergiuszem Prusakiem.

Podopieczni Nenada Bjelicy nie zakładali, że górnicy stawią tak twardy opór. A tymczasem goście nie tylko solidnie grali w defensywie, ale też szukali swoich szans pod bramką Matusa Putnocky'ego. Strzał Niki Dżalamidze w ostatniej chwili zablokował Jan Bednarek, a po chwili groźnie główkował Pitry.

W 26. minucie słowacki bramkarz z trudem obronił uderzenie Javiego Hernandeza, po którym trybuny na moment zupełnie ucichły. Choć oba zespoły zajmują miejsca w tabeli na niemal przeciwległych biegunach, na boisku tej różnicy nie było widać.



W drugiej połowie przewaga Lecha rosła z minuty na minutę, gospodarze momentami wręcz zamykali łęcznian w ich własnym polu karnym. Obrońcy Górnika wychodzili jednak z opresji, bezbłędny był też Prusak.

Trener Bjelica desygnował do gry skrzydłowych Rumuna Mihaia Raduta i Macieja Makuszewskiego. Ten pierwszy chwilę po wejściu na boisko mógł wpisać się na listę strzelców, ale uderzył tuż obok słupka.

Drużyna Franciszka Smudy w drugiej połowie ograniczyła się niemal wyłącznie do obrony, ale w 85. minucie jedna z nielicznych kontr mogła zakończyć się golem. Śpiączka przegrał jednak pojedynek jeden na jeden z Putnocky'm. Lechowi nie pomogło wejście w końcówce "superjokera" Marcina Robaka i po raz pierwszy w tym roku stracił punkty.

Lech Poznań: Matus Putnocky - Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Wołodymyr Kostewycz - Szymon Pawłowski (81. Marcin Robak), Łukasz Trałka, Radosław Majewski (68. Mihai Radut), Maciej Gajos, Darko Jevtic (74. Maciej Makuszewski) - Dawid Kownacki.

Górnik Łęczna: Sergiusz Prusak - Gabriel Matei, Aleksander Komor, Przemysław Pitry, Leandro - Grzegorz Bonin, Łukasz Tymiński, Javier Hernandez, Paweł Sasin, Nika Dzalamidze (87. Vojo Ubiparip) - Bartosz Śpiączka (90+2. Piotr Grzelczak).

Żółta kartka - Lech Poznań: Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Dawid Kownacki.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

Widzów 40 324.