Lubelscy przedsiębiorcy coraz przychylniej patrzą na wschodnie rynki. Choć inwestorzy boją się konfliktu na wschodzie kraju, na Ukrainie pojawiają się polskie, w tym lubelskie inwestycje.

Dwadzieścia lat temu Bogdan Łukasik i jego ukraiński partner założyli na Ukrainie spółkę joinventure. Zastawili to co mieli i postawili wszystko na jedną kartę. Dzisiaj są właścicielami trzech fabryk - dwóch na Ukrainie i jednej w Witebsku na Białorusi. Kolejna powstaje w lubelskiej strefie ekonomicznej. Oddziały firmy znajdują się nie tylko w zachodniej Europie, ale nawet w Dubaju.

Na terenie byłych zakładów wojskowych w Łucku przedsiębiorcy stworzyli fabrykę, z której dziennie wyjeżdża kilkanaście tirów - każdy z nich to wyposażenie jednego supermarektu - półki, lady chłodnicze, stanowiska kasowe. Stąd trafiają na cały świat. Fabryka w Łucku zatrudnia 2,5 tysiąca pracowników, a hale zajmują powierzchnię 6,5 hektara. Płace wynoszą jedenaście i pół tysiąca hrywien - czyli 1 700 złotych miesięcznie, a to jak na ukraińskie warunki - dobre zarobki.

Zdaniem Krzysztofa Sawickiego, konsula generalnego RP w Łucku, sytuacja powoli się zmienia a polskie firmy coraz przychylniej patrzą na Ukrainę, choć widmo wojny na wschodzie kraju, nie pozostaje bez znaczenia.

Tych firm może pojawić się więcej, bo ukraińskie Ministerstwo Rozwoju Gospodarczego od początku roku wprowadziło szereg ułatwień administracyjnych dla przedsiębiorców. Jednym z priorytetów dla rządu jest rozwój małej i średniej przedsiębiorczości do 2020 roku.